Ostro! Europoseł powiedział prawdę o UE i stanął w obronie Polski [WIDEO]

Dobromir Sośnierz

Europoseł zdążył powiedzieć prawdę o Unii Europejskiej i Platformie Obywatelskiej nim odebrali mu głos. Tak spektakularnego „zaorania” prominentnych urzędników UE mieszających się w sprawy Polski dawno nie było.

Dzisiaj Parlament Europejski debatował na temat stanu praworządności w Polsce oraz rzekomego zagrożenia, jakie ma czyhać na Sąd Najwyższy w związku z reformami w naszym kraju, które mają wejść w życie w lipcu.

Frans Timmermans nawet nie wie gdzie leży Polska

Ignorancja najwyższych rangą unijnych polityków chętnie pouczających Polskę jest ogromna. Podczas swojego wystąpienia doszczętnie skompromitował się Frans Timmermans, który myślał, że stolica Polski jest w… Moskwie.

Z okazji skorzystał polski europoseł, który zastąpił w Brukseli Janusza Korwin-Mikkego, a mianowicie Dobromir Sośnierz, który wykrzyczał w Parlamencie Europejskim całą prawdę. Po słowach Polaka w gmachu słychać było duży aplauz, że ktoś wreszcie odważył się stwierdzić niewygodne fakty. Z kolei politycy lewicowi zaniemówili.

To rzadka sytuacja, gdy polityk antysystemowej Wolności tak wprost staje w obronie partii obecnie rządzącej. Na koniec – co oczywiste – dodał, że i tak nie popiera żadnej z czołowych polskich partii PiS i PO, jako że reprezentuje swoje, antysystemowe środowisko polityczne.

Dobromir Sośnierz nie zostawia suchej nitki na UE i PO

– Nie ma tu żadnej debaty, tylko seria wcześniej przygotowanych odczytów. Nie ma się co dziwić, rządząca Unią Europejską lewica ma długą tradycję dyscyplinowania niepokornych narodów. Jak tylko wybory w jakimś kraju jej się nie podobają, jak tylko wyniki demokratycznych wyborów jej się nie podobają, to zawsze próbuje kopnąć w stolik i je podważać – powiedział Dobromir Sośnierz.

– Po prostu przegraliście w Polsce wybory i pogódźcie się z tym. Przestańcie się w końcu mazać, bo to jest żałosne co tutaj robicie! Ale oczywiście, przecież nie tak się umawialiśmy, nie o taką demokrację walczyliśmy tutaj, żeby wygrywali nie ci co mieli wygrać. Więc umowa jest taka, że za każdym razem, kiedy jakieś państwo odchyli się od wyznaczonego z góry kursu, to pozostałe będą nim trzęsły, aż na ten kurs wróci. Bo ci, którzy teraz się domagają interwencji w Polsce, oni też się boją, że u siebie przegrają wybory i oczekują, że wtedy wdzięczni koledzy z Platformy będą u nich destabilizować sytuację tak długo, aż wrócą do władzy – argumentował polityk.

– To jest układ wzajemnej adoracji, który w tej chwili wyżywa się na naszym kraju. Ja nie jestem zwolennikiem ani jednej, ani drugiej partii, uważam, że to jeden kit dla nas, czy rządzi PiS, czy rządzi PO, ale nie pozwalam na taką ingerencję w sprawy mojego kraju! – podsumował Sośnierz

Chwileczkę...