Protest: Jest nowe żądanie. Ta kwota aż poraża

protest niepełnosprawnych

Kobiety, które wraz ze swoimi niepełnosprawnymi dziećmi zasiedliły się w Sejmie nie cofną się ani kroku. Zapowiedziała to Iwona Hartwich, która w rozmowie z Kancelarią Sejmu wyraziła się jasno i dobitnie oświadczając, iż protest nie zostanie przerwany nawet gdy w gmachu będzie odbywał się szczyt NATO, jeśli wszystkie żądania nie zostaną spełnione.

W związku z powyższym władze Parlamentu postanowiły odgrodzić całe towarzystwo. Wiele wskazuje jednak na to, że gdy przyjedzie zagraniczna delegacja, biorąc pod uwagę dotychczasową roszczeniowość i krzykliwość pań, może dojść do zadymy.

Opozycja: PiS chce zamknąć protestujących w gettcie

Protestujący, którzy okupują sejmowe korytarze mający zostać odizolowani przez Straż Marszałkowską już teraz przez wrogów władzy określani są mianem ofiar prześladowania. Opozycjoniści twierdzą wręcz, że ludzie ci zostaną zamknięci jak w gettcie.

Na odsiecz paniom Hartwich i spółce usiłowała przyjść Janina Ochojska. Słynna polska aktywistka postanowiła dolać oliwy do ognia i w imieniu protestujących wywindowała żądania z 500 zł do… 1 500 zł.

Nie są to oficjalne żądania protestujących, którzy zasiedlili się w Sejmie. Założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej twierdzi jednak, że organizatorki protestu powinny domagać się takiej kwoty.

Ochojska chce, by protestujący domagali się większej kwoty

– Czuję złość, ponieważ Ci rodzice nie powinni protestować w Sejmie, na ich prośby rząd powinien zareagować od razu. Uważam, że protestujący powinni domagać się nie 500, ale co najmniej 1500 złotych – stwierdziła Janina Ochojska.

Słowa te oburzyły jednak wielu Polaków. Szczególnie krytycznie do tej wypowiedzi odnieśli się emeryci, którzy argumentują, że przez kilkadziesiąt lat pracowali i płacili składki na ZUS, a teraz mają otrzymywać mniej, niż ludzie, którzy w życiu nie przepracowali ani dnia.

Całej sprawie pikanterii dodaje sam stosunek do pracy, jaki mają osoby protestujące oraz bezwstydna roszczeniowość. Niepełnosprawny Adrian Glinka, syn protestującej Anny Glinki, która ostatnio najgłośniej krzyczy o tym, żeby Polacy nie głosowali na PiS na Facebooku jako miejsce swojej pracy oznaczył „Szlachta nie pracuje”.

Oburzenie w internecie

Internauci są tym ciężko oburzeni. Osoby te domagają się bowiem pieniędzy za darmo, a zdają się śmiać z tych Polaków którzy ciężko pracują. Jeśli oni nazywają siebie „szlachtą, która nie pracuje”, to nic dziwnego, że ludzie ciężko pracujący przez całe życie, których nie stać na wakacje w Chorwacji, czy Austrii oraz apartamentowiec tak jak państwa Hartwich mogą czuć się obrażeni.

protest niepełnosprawnych

 

Chwileczkę...