Putin o Smoleńsku: ładunek wybuchowy został podłożony w Warszawie

Prezydent Rosji Władimir Putin jest bardzo nieprzewidywalny! Paradoksalnie objawia się to szczególnie wtedy, gdy mowa o bardzo ważnych tematach. Tym jednak razem jego słowa dotyczyły bezpośrednio Polski i szybko obiegły świat. 

Putin o Smoleńsku

Putin to człowiek o stalowych nerwach. Nie waha się forsować swoich racji, a w tym przypadku wywołał wręcz mini skandal. Jego słowa zacytowały wszystkie największe media w Polsce i całej Europie.

ZOBACZ TEŻ: Najnowszy sondaż rozwiewa wątpliwości. PiS totalnie miażdży opozycję! [WYNIKI]

Dotyczyły bowiem katastrofy, w której zginęła ogromna część elity polskiej polityki. Putin nie wytrzymał i ostrym tonem skomentował doniesienia według których to Rosja odpowiada za „pozbycie się” Lecha Kaczyńskiego i innych polityków, którzy lecieli na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej.

Prezydent Rosji odniósł się do zarzutów o to, że to Rosja odpowiada za podłożenie ładunków wybuchowych na pokład Tu-154M, który 10 kwietnia 2010 r. z prezydentem Polski i 95 innymi osobami na pokładzie rozbił się pod Smoleńskiem.

Władimir Putin zwrócił się do Polaków szukających odpowiedzialnych za zamach na Lecha Kaczyńskiego. – Szukajcie u siebie – rzucił. Zaznaczył, że ma dość tych oskarżeń, a – jego zdaniem – bomba została podłożona w Warszawie. – Skoro na pokładzie doszło do wybuchów, to skąd samolot? Z Moskwy czy z Warszawy? – spytał retorycznie Putin.

Słowa te miały szczególny wydźwięk w 8. rocznicę katastrofy smoleńskiej, gdy podkomisja smoleńska przedstawiła raport, z którego jasno wynika, że prezydencki Tu-154M eksplodował jeszcze przed zderzeniem z ziemią.

Ponadto Putin po raz kolejny na corocznej konferencji prezydenta Rosji powielił nieprawdziwe doniesienia o rzekomej obecności prezydenta Kaczyńskiego w kokpicie. – Do kokpitu wszedł pewien człowiek. Pilot mu powiedział, że lądować się da. A ten powiedział, że nie będzie o tym nawet raportował. O kogo chodzi? Pewnie o prezydenta. Powiedział do pilota: ląduj. Więc lądowali – przekonywał Putin.

Przekonywał, że za podłożenie bomby musiał odpowiadać ktoś będący na miejscu, w Warszawie, a nie rosyjscy szpiegowie. Zaledwie 3 dni temu duński ekspert lotniczy Glenn Jorgensen dowiódł, że eksplozja na pokładzie Tupolewa miała miejsce jeszcze w powietrzu. O tym pisaliśmy w artykule Oto OSTATECZNY DOWÓD! Jorgensen udowodnił, że w Tu-154M była bomba.

Chwileczkę...