Macron zagraża niemieckiej demokracji

Od ponad miesiąca Niemcami rządzi gabinet komisaryczny, który formalnie ma takie same uprawnienia jak zwykły rząd, lecz w praktyce ma znacznie ograniczone możliwości podejmowania decyzji.

W związku z tym, niektórzy europejscy przywódcy polityczni dzwonią do Martina Schulza, aby zachęcić go do zawarcia umowy z Angelą Merkel – jest to wyraźny znak, że lewacy z UE po prostu nie dbają o demokrację, tylko ingerują w sprawy innych państw, mając na względzie własny interes polityczny.

Emmanuel Macron, francuski prezydent i ulubiona kukiełka UE, zadzwonił do Schulza, aby poprosić go o wsparcie dla Merkel, która w ostatnich wyborach dostała od Niemców bolesnego kopniaka. Kilkakrotnie sugerował, że jako członek rządu będzie mógł wpływać na proeuropejski kierunek niemieckiej polityki.

Od kiedy tolerowana jest sytuacja, w której politycy zagraniczni mogą próbować ingerować w politykę wewnętrzną innego narodu? Przewodniczący SPD ujawnił, że w minionych dniach otrzymał wiele telefonów i e-maili od europejskich polityków z prośbami o zaangażowanie się w tworzenie rządu.

Mamy więc sytuację, w której politycy wtrącają się w wyniki wyborów za granicą, starając się osiągnąć jak najlepszy wynik dla siebie i móc czerpać z niego korzyści. Jest to antydemokratyczne na kilku poziomach: po pierwsze – jedynymi, którzy powinni mieć głos w wyborach, są ci, którzy mają prawo do głosowania.

Po drugie – powodem jest przerażenie, że kolejne wybory spotkałyby się z poparciem dla tych, którzy sprzeciwiają się kierunkowi, w jakim zmierza UE.

Marta Bilska

Marta Bilska

Napisz do autorki: marta.bilska@newsweb.pl

JAK TO SKOMENTUJESZ?