Wszyscy jesteśmy zmanipulowani?

Walka polityczna toczy się każdego dnia. Politycy pokrzykują na siebie w Sejmie, a ich wyborcy prowadzą istną wojnę informacyjną w internecie. W całej tej układance rzecz jasna jedną z głównych ról odgrywają media tradycyjne – najczęściej przychylne konkretnemu ugrupowaniu lub środowisku.

Młody ze mnie facet, więc jeszcze do niedawna byłem pewny swoich racji i przekonań politycznych w stu procentach. Jednak im dłużej „w tym siedzę”, tym większe dopadają mnie wątpliwości. Albo nie, wątpliwości to złe słowo – chodziło o o refleksje.

No i na początku przyznam się bez bicia, że z partii obecnych w Sejmie najbliżej mi do Prawa i Sprawiedliwości, a więc ugrupowania rządzącego. Siebie przedstawiam jako narodowego konserwatystę – człowieka o poglądach prawicowych. I będę się upierał, że PiS to jednak prawica. Wbrew temu, co krzyczą domorośli politolodzy i wielu przedstawicieli prawicy – ale takiej skrajnie skrajnej. Fakt – gospodarczo partia prezesa Kaczyńskiego to socjalizm pełną parą, ale ideologicznie, światopoglądowo – zgadzam się z nimi w 90 procentach, bo reprezentują wartości prawicowe. 

Choć staram się trzeźwo patrzeć na bieżące wydarzania społeczno-polityczne w naszym kraju (czasami bywa naprawdę trudno), nieznacznie częściej odwiedzam portale i czytam gazety bliższe memu sercu – czyli najzwyczajniej w świecie przedstawiające poglądy zbieżne z moimi. 

WSZYSCY JESTEŚMY ZMANIPULOWANI? 

Jak pisałem wyżej, częściej czytam informacje dla takich jak ja, ale portale lewicowo-liberalne i również. Ich narracja na pewno nie jest mi obca, nawet staram się znaleźć jakiekolwiek nuty zdrowego rozsądku w tym, co wypisują – zarówno te media, jak i ich czytelnicy. Do jakiego wniosku dochodzę? O tym na końcu. Najpierw napiszę, co zaobserwowałem, bo i trudno tego nie zauważyć. 

Moją uwagę od dłuższego czasu zwraca fakt, jak skrajnie różnego myślenia nauczyły nas mass media przez te wszystkie lata. I że ni cholery nie jesteśmy w stanie siebie nawzajem zrozumieć (pisząc to wszystko, podświadomie mam na myśli przeciętnego wyborcę PiS i PO). 

Po prostu nie umiemy – nawet jeśli chcemy – pojąć, jak ta druga strona może postulować o takie głupoty. Ja na przykład nie mogę zrozumieć , jak poklask pod publikacjami „Newsweeka” czy „Wyborczej” może znaleźć wypowiedź jakiejś kobiety o tym, że usunęła dziecko po kilku miesiącach ciąży, bo stwierdziła, że chce się jeszcze realizować zawodowo jako „wolna kobieta”. Komentarze, że „brawa za odwagę” czy „kobieta roku” są dla mnie jakąś abstrakcją. Z kolei dla neoliberałów skrytykowanie takiej pani, zwrócenie uwagi, że to, co zrobiła było nieludzkie, to objaw zaściankowości, opcjonalnie jeśli ktoś tak pisze, to na pewno jest „opłaconym pisowskim trollem”. To samo, gdy stwierdzę fakt, który dla każdego zdrowego na umyśle człowieka jest oczywisty. Że wciskanie na siłę kobiet na ważne stanowiska tylko dlatego, że są kobietami, jest idiotyczne. To praktyka promowana przez UE, zachód ogółem, no i oczywiście liberałów w Polsce (szczególnie Ryśka Petru). Przecież jeśli kobieta jest w czymś dobra i kompetentna, to samym tym się obroni. Jawnym kretynizmem jest upychanie gdzieś pań tylko po to, by liczba kobiet się zgadzała. Gdybym to napisał na forum neoliberałów, natychmiast dostałbym łatkę szowinisty.

PŁATNE TROLLE I „5 RZECZY, KTÓRYCH NIE WIESZ”… 

O, to też jest dobre. Platforma Obywatelska, inne partie liberalne oraz ludzie im przychylni, tłumaczą sobie to, że przegrywają w internecie (mnóstwo minusów pod filmami i niepochlebnych komentarzy) tym, że po sieci grasują „opłacane trolle”. Jedni twierdzą, że to właśnie ludzie wynajęci przez PiS, inni idą o krok dalej – sugerują, że to trolle ruskie. Mało kto w tym środowisku pomyślał, że to może faktyczne odzwierciedlenie nastrojów społecznych. 

Kolejny wątek. Jak szybko największe media przychylne danej partii potrafią załagodzić ewidentne na pierwszy rzut oka, kompromitujące „klopsy” swoich polityków. Afera podsłuchowa, gdzie politycy PO jawnie drwią z Polaków i z pogardą wyrażają się o samym istnieniu państwa? Gdzie wprost rozmawiają o łapówkach i przestępstwach? Nic to! Z ratunkiem biegną naTemat, „Gazeta Wyborcza” i portal gazeta.pl, który na szybko tworzy listy, z których zresztą słynie: „5 rzeczy, których nie wiesz o…”. I w miejsce kropek na przykład „aferze podsłuchowej”. Tym sposobem w sposób łatwy, krótki i przejrzysty dziennikarze z Czerskiej wybielają swoich mocodawców jak tylko się da. Poprzednia władza dzięki przychylnym dziennikarzom „wylizała” się z dziesiątek ewidentnych afer, za które ktoś powinien beknąć, a nie beknął, więc wymienianie ich wszystkich tutaj nie ma sensu. 

Żeby nie było, żem jednostronny. Ostatni „pomysł” rządu Beaty Szydło na kampanię „Sprawiedliwe Sądy”, za którą zapłacimy wszyscy, to też szwindel, którego nie powstydziłaby się Platforma Obywatelska. Ja wiem, że ta reforma jest potrzebna, nawet podobają mi się jej założenia, ale na Boga! Daliście 100 mln na fundację, która miała promować kraj za granicą, a kasa pójdzie na promowanie rządowego pomysłu? Toż to istna pożywka dla sił antypolskich. Trzeba było zorganizować zrzutkę, zarządzić ściepę wśród posłów PiS (jest ich grubo ponad dwustu), cokolwiek… Ale tu po raz kolejny do gry wkraczają media. „Gazeta Polska” i niezalezna.pl wychwalają Polską Fundację Narodową, nie widząc nic złego w tym, że umęczony naród znów finansuje interesy partii, ogromnej partii, którą przecież na taką kampanię byłoby stać. 

MILIONY GŁOSUJĄ NA PAJACÓW 

Dobra, byłem w miarę obiektywny przez większość artykułu. Teraz czas, żeby powiedzieć to jasno: NIKT, podkreślam – NIKT w historii III RP nie urządzał w Sejmie takich cyrków jak Platforma Obywatelska i partie pokrewne, urągając powadze tego miejsca. Nawet Samoobrona, której zresztą naprawdę o coś chodziło. Nawet im nie przyszło do głowy śpiewać w Sejmie przebojów typu „znowu z puczem mi nie wyszło…” czy blokować pracę parlamentu przez prawie miesiąc. 

I sytuacja gdy Agnieszka Pomaska z PO podarła projekt ustawy o suwerenności Polski, a wyborcy jej partii zachwycali się, jaka to odważna, młoda kobieta, przyszłość Platformy. Może jeszcze – patriotka? Tu wracamy to kwestii wzajemnego rozumienia się. Ja naprawdę nie mogłem pojąć – i do dziś nie mogę – jak „Europejczycy” wielbiący tzw. totalną opozycję mogli pochwalać taki gest. I jak mogą nadal deklarować chęć głosowania na tych ludzi. Co Schetyna, Neumann, Grabiec czy Budka zrobili dobrego dla Polski? Co zrobił Tusk – bożyszcze opozycji, który powiedział, że „teraz to paliwo może być nawet i po 7 zł”? Ja tego nie rozumiem, tak samo jak przeciętny sympatyk PO nie zrozumie, jak można nie darzyć Jarosława Kaczyńskiego pogardą za to, że jest niewysoki i jak można utożsamiać się z narodowcami, będących przecież podludźmi, których należałoby wystrzelać. 

Jak wreszcie niektórzy ludzie mogą wierzyć, że fala migracji nie ma wpływu na spadek bezpieczeństwa w Europie i rosnącą liczbę zamachów terrorystycznych? Dlaczego ludzie, którzy nazywają nas – widzących ten związek – ksenofobami, nie łączą tych faktów, tylko ślepo wierzą neoliberalnym, marksistowskim mediom, które w kilka dni byłyby w stanie przekonać ich, że PiS chce wyprowadzić Polskę z układu słonecznego? To samo po drugiej stronie – dlaczego wyborca PiS nie jest w stanie teraz spojrzeć prawdzie w oczy, wybudzić się z cukierkowego snu i zakomunikować władzy: NIE IDŹCIE DROGĄ PLATFORMY?

Reasumując: w każdym z nas – zarówno „pisiorze”, jak i „platfusie” – bo przecież to nas jest najwięcej, mass media wykształciły, a później wyhodowały masochistyczny gen bezrefleksyjnego skakania za politycznymi pupilami w ogień. Sam czasami łapię się, że mam ochotę – albo coś mnie skłania – do stawania w obronie ewidentnie grzesznego polityka tylko dlatego, że należy do partii, z którą sympatyzuję. Wielu dziennikarzy tak robi, bo coś z tego mają, ja natomiast zawierzyłem w idee. Czy słusznie? Się okaże. 

Marcin Palion

Marcin Palion

Napisz do autora: marcin.palion@newsweb.pl

JAK TO SKOMENTUJESZ?