Zrobili ze Smoleńska temat dla oszołomów, aby ludzie wstydzili się o tragedii rozmawiać

Kwiecień 2010 roku i każdy kolejny, to czas szczególnej traumy dla wielu. Szczególnie dla rodzin osób poległych pod Smoleńskiem – niewinnych, często bardzo młodych ludzi. Niemal od pierwszych dni po największej katastrofie w historii powojennej Polski, środowiska liberalne i lewicowe zaczęły napędzać mechanizm szydery z “oszołomów”, czyli ludzi, którzy – mając ku temu podstawy – nigdy nie wierzyli, że w Rosji dnia 10 kwietnia doszło do nieszczęśliwego wypadku.

Po okresie kreowania pozorów współczucia nadszedł czas jawnego kpienia z tragedii. Po 7 latach mamy już do czynienia z bezpardonowym robieniem sobie jaj z ofiar, ich rodzin oraz ludzi, którzy chcieliby po prostu wiedzieć, co tam się wydarzyło. Działania rządu PiS w tym kierunku są przez neoliberałów wyśmiewane. Nic dziwnego, że sami, rządząc przez 8 lat, nie chcieli znaleźć odpowiedzi na pytanie, jak zginął prezydent RP i 95 innych osób. Dziś najwidoczniej uznają już, że to było dawno i w sumie po co to ruszać.

Nawet po ujawnieniu skandalicznych zaniechań przy identyfikacji i pochówku szczątków ofiar, ludzie ówczesnej władzy starają się nie widzieć problemu. Dla nich ten temat powinien już dawno zostać zaniechany. Co z tego, że na rosyjskiej ziemi w tajemniczych okolicznościach zginęła polska elita narodowa. Szczególnym cynizmem wykazali się Ewa Kopacz i Sławomir Neumann. Ta pierwsza – uważa, że Polacy powinni jej za obecność w Moskwie po katastrofie dziękować. Z kolei Neumann – stwierdził, że skoro przez pochówki jesteśmy tak podzieleni, to należało wszystkie ofiary wrzucić do jednego doła i zasypać ziemią. Najbardziej zatrważające jest to, że cała Platforma Obywatelska, jak jeden mąż, podobne opinie podziela.

Pookrągłostołowi dziennikarze i przedstawiciele opozycji, a także ich sympatycy, notorycznie wymyślają coraz to nowsze porównania i satyryczne teorie ze słynną brzozą w roli głównej. Przez lata rządów PO-PSL media publiczne oraz te niemieckie – polskojęzyczne, szczególnie zaangażowanego w śledztwo smoleńskie Antoniego Macierewicza przedstawiały jako niepoczytalnego wariata. Ten jednak zadawał ciągle te same, niewygodne pytania, na które Donald Tusk, Ewa Kopacz i spółka nigdy odpowiedzieć nie potrafili. A może nie chcieli? Zresztą po co mieli to robić, skoro będące w większości upartyjnione media skutecznie te zagadnienia zakrzykiwały, gdy wspomniani, przez okrągłe 8 lat byli przy władzy.

Znikający w oczach wrak, który nigdy nie wrócił do Polski, zrównane z ziemią miejsce katastrofy, bardzo wątpliwa – sprzeczna z prawami fizyki – opinia biegłych opisująca moment wypadku, niszczone dokumenty, samolot myty pod dużym ciśnieniem, mało rozmowni okoliczni mieszkańcy, masowo “popełniający samobójstwa” krytycy komisji zajmujących się sprawą. W istocie, to wszystko składa się na wiarygodny obraz tego, jak tą zbrodnią katastrofą zajął się rząd Donalda Tuska.

WIĘCEJ poniżej
Chwileczkę...

Przy całej pogardzie dla antypolskich mediów i polityków, trzeba im przyznać – temat katastrofy smoleńskiej ośmieszyli profesjonalnie. Myślę, że Joseph Goebbels byłby dumny z roboty, jaką wykonała „Wyborcza”, „Newsweek” czy politycy – tudzież dziennikarze – pokroju Tomasza Lisa, Radosława Sikorskiego Czy Stefana Niesiołowskiego.

Dzięki nim wszystkim satyryczne obrazki z Tupolewem w roli głównej, żarty z komunikatu systemu TAWS „Terrain ahead, pull up” (Ziemia blisko, zwiększ wysokość) przestały już ludzi oburzać. A przynajmniej nie oburzają ich tak, jak powinny. Dodatkowo każdy, kto w większym gronie przyzna się, że ma wątpliwości co do tego, że tragedia pod Smoleńskiem była po prostu wypadkiem, musi liczyć się z tym, że zostanie nazwany członkiem „sekty smoleńskiej” – to też, swoją drogą, określenie wylansowane przez lewicowo-liberalny establishment. Słowem: „dobra” robota.

Marcin Palion
Marcin Palion
Napisz do autora: marcin.palion@newsweb.pl

Obserwuj w mediach społecznościowych:

JAK TO SKOMENTUJESZ?